Lifestylowa sobota: Postanowienia noworoczne

Raczej nie jestem zwolenniczką planów noworocznych, nie lubiłam tego robić, bo później i tak ciężko było mi się z tego wywiązać. Zauważyłam jednak, że gdy coś opublikuję na blogu łatwiej mi się tego trzymać, bo mam tu potwierdzenie swoich słów. Nie będą to co prawda dokładne cele, bo wiadomo, że często zmieniamy swe zamiary, a kilka ogólnych spraw, nad którymi muszę popracować.

Na razie mogę planować jedynie pierwszą część 2014 roku, gdyż życie po szkole średniej póki co jest dla mnie zagadką.




Zużyć przynajmniej połowę kosmetycznych zapasów by w razie ewentualnej przeprowadzi nie zagracić połowy mieszkania odżywkami.



Częściej wiązać włosy (a nie robię tego praktycznie wcale) by móc pochwalić się nowym tragusem i resztą kolczyków :)



Wreszcie zapuścić długie, zadbane i mocne pazurki. Mam tyle preparatów do paznokci, że chyba wystarczy mi ich do końca 2014 :D



Zmniejszyć czas spędzony przed komputerem - będzie ciężko! Aktualnie codziennie po powrocie do domu, aż do pójścia spać nie robię w zasadzie nic konkretnego, ot przeglądam blogi, chamsko, Facebook, itp. Chciałabym (jakimś cudem) ograniczyć się tylko do 1-2 godzin, ale nie wiem jak pokonać takie uzależnienie od internetu.


Pisać posty "na zapas" w weekendy by w ciągu tygodnia mieć więcej wolnego czasu.


 
Wziąć się w garść i zacząć uczyć się do matury. Ciągle to odwlekam, ale pora spojrzeć prawdzie w oczy - zaległości same się nie nadrobią.


Schudnąć i utrzymać wagę! Miałam już kilka podejść typu: nie jem praktycznie nic 2 tygodnie, tracę na wadze, a później się obżeram i jest mnie jeszcze więcej. Co prawda ważę względnie dobrze, ale wciąż marzy mi się powrót do mojej figury z przed 3 lat. Chcę, więc jeść bardziej racjonalnie i więcej się ruszać. (Dla zainteresowanych na dole bloga umieściłam baner, na którym można śledzić moje postępy)


Macie jakieś plany noworoczne?

Już dziś życzę Wam udanego sylwestra
i szczęśliwego nowego roku :*
Czytaj dalej »

Balsam idealny na karnawał - GOLDEN CHARM od Lirene

Zostało już naprawdę niewiele dni do karnawału, więc dziś pokażę Wam produkt, który z pewnością w tym czasie będzie mi towarzyszył :)


Balsam Golden Charm firmy Lirene o którym mowa na pewno ślicznie wyglądałby podczas lata za sprawą dużej ilości złotych drobinek. Zimą zaś będzie idealny np. na sylwestra czy studniówkę (tam właśnie zamierzam go użyć), gdzie w sztucznym świetle nasze ciało będzie subtelnie błyszczeć. Miałam już okazję poużywać go przed kilkoma imprezami i strasznie spodobał mi się ten efekt. Moim zdaniem balsam nadaje się właśnie na "wielkie wyjścia", używanie na co dzień u mnie raczej nie wchodzi w grę, bo źle bym się czuła taka świecąca w szkole :)

Producent obiecuje rozświetlenie, wygładzenie i nawilżenie. Skóra faktycznie jest bardzo ładnie rozświetlona, lśniąca i pokryta niewielką ilością brokatu. Drobinki pozostają na skórze parę godzin choć szczerze przyznam, że mogłyby nieco dłużej :( Balsam zawiera złotą algę, olej z jojoby i hialuronian, który leciutko poprawia nawilżenie.

Zapach produktu jest świetny, trudno mi sprecyzować co konkretnie przypomina, ale chyba kojarzy mi się z perfumami jakie kiedyś miała moja mama. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Czuję, że te 200ml wystarczy mi na bardzo długo :)

Pomimo moich usilnych prób uchwycenia drobinek na skórze moja cyfrówka nie podołała, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że efekt jest delikatny i przyjemny dla oka. Balsam można kupić np. na Wizaż24 za ok. 16zł (dostępny także w wersji srebrnej i różowej).

Wesołych Świąt! :*

Czytaj dalej »

Lifestylowa sobota: tragus i wosk YC

Początkowo mój blog miał być wyłącznie o włosach, szybko jednak przerodził się w kosmetyczny. Ciągle jednak marzy mi się tu więcej mnie, więc postanowiłam prowadzić "lifestylowe soboty" choć zapewne nie będą pojawiały się tu w każdym tygodniu :)

Wczoraj po szkolnej wigilii wreszcie spełniałam swoje marzenie - odwiedziłam salon piercingu! O tragusie myślałam od dawna, ale brak mi było odwagi (jestem strasznie wrażliwa na ból, a złe wspomnienia po zrobieniu helixa nie pomagały). Pomimo znieczulającej maści wszystko mocno czułam, a ostatniej nocy cały czas się budziłam, gdy z przyzwyczajenia kładłam się na tej stronie. Choć wiem, że nie wszystkim taki kolczyk może odpowiadać ja jestem z siebie zadowolona i może wreszcie częściej będę wiązać włosy :)


Home sweet home to pierwszy z wosków jakie miałam okazję "poczuć". Ma piękny choć (jak sama nazwa wskazuje) bardzo słodki zapach. Palę go naprawdę bardzo często i jeszcze nie zużyłam nawet połowy tarty. Wyraźnie czuć przyprawy korzenne (w tym mój ulubiony zapach cynamonu) co działa rozgrzewająco, więc jest idealny na długie, zimowe wieczory. Wosk należy do tych intensywniejszych, jest naprawdę długo wyczuwalny nawet po zgaszeniu. Lubię wieczory z książką i YC, których gromadka ostatnio znów się powiększyła. HSH można nabyć np. w Goodies.

Udanego, przedświątecznego weekendu! :)*

Czytaj dalej »

Listopadowy FOTOMIX

W listopadzie byłam taka zabiegana i zakręcona, że nie miałam czasu by nawet pomyśleć o luźniejszych zdjęciach do fotomixu. Na karcie znalazłam jednak kilka typowo lifestylowych :)


1. Takie tam włosy na szybko (początek listopada)

2. Coś co podbiło moje serce - Monte Cherry. Jak wspominałam nie cierpię wszelkich jogurtów, mleka itd. ale to jest coś co mogłabym jeść i jeść! :)

3. Pazursy po zakupach w Rossmannie :D już były całkiem ładne, a ostatnio znów łamią i rozwarstwiają się na potęgę :(

4. Woooski od Hurtowni Light! (tańsza alternatywa dla popularnych YC, ale o tym już niebawem)

5. Męczę lektury z termoforem i słodyczami (a tyłek rośnie!) :D

6. Miałam się lepiej odżywiać, ale oczywiście w domu ostatnio zastaję tylko chińskie zupki.


Wczoraj nieoczekiwanie miałam okazję oddać się w ręce fryzjerki - efekty pokażę w kolejnym poście :)
Czytaj dalej »

3 w 1: żel myjący, peeling i maseczka Clear Skin (Avon)

W zasadzie trudno nazwać ten post recenzją, bo kosmetyk użyłam tylko 2 razy i za każdym razem skończyło się to małą tragedią na twarzy.


Od producenta + sposób użycia:

Żel myjący do codziennego stosowania - nałożyć na zwilżoną twarz i spłukać. Peeling do codziennego stosowania - nałożyć na zwilżoną twarz, masować, by uzyskać efekt złuszczenia skóry, a następnie spłukać. Maseczka do stosowania raz w tygodniu - nałożyć na twarz i pozostawić na 3 minuty. Spłukać wodą.

Cena i dostępność:

Około 12zł w każdym katalogu Avon.

Plusy:

- dobrze domywa twarz.

Minusy: 

- okropne pieczenie po zastosowaniu,
- podrażnia,
- po użyciu na twarzy pojawiły się ogromne, czerwone plamy, które nie znikały około dwóch dni,
- liczne bolesne wypryski,
- wysusza.

Moja opinia: 

Około miesiąc po pierwszym użyciu  postanowiłam dać mu drugą szansę i efekt taki sam. Byłam ciekawa czy tylko ja jestem tak rozczarowana tym produktem i okazuje się, że chyba tak, bo w internecie pełno pozytywnych opinii na jego temat. Ja jednak jestem zmuszona ocenić go na 0/5 i na pewno nie pokuszę się o kolejne użycie.


Chciałam podziękować przy okazji Weronice, która wykonała dla mnie nowy nagłówek :)

Czytaj dalej »

Wymarzone kolory włosów :)

Jak przystało na typową kobietę lubię ponarzekać na swój kolor włosów. Choć zaakceptowałam go już dawno czasem zdarza mi się wzdychać do średnich, miodowych blondów czy też ciepłego brązu.

Dlaczego nie maluję?

Szkoda mi na razie męczyć włosy farbami, a siebie odrostami. Poza tym lubię swój lekko mysi odcień :) Chyba jeszcze nie wspominałam o tym, ale w mojej rodzinie kobiety siwieją bardzo szybko (planuję zresztą zagłębić się w ten temat i szerzej o tym opowiedzieć), więc pewnie niedługo będę zmuszona do zaprzyjaźnienia się z mocniejszymi farbami :( 


Ania Przybylska i Małgosia Socha mają idealny (moim zdaniem) odcień średniego blondu. Niecałe dwa lata temu byłam strasznie nastawiona na taki kolor i byłam już na na etapie intensywnych planów z fryzjerką. Pisząc ten post przyszło mi na myśl, że może znów popróbuję domowymi sposobami odrobinę je rozjaśnić :)


Kiedy będę już zmuszona malować włosy regularnie z pewnością postawię na powyższy odcień brązu. Jest nieco ciemniejszy niż mój własny, ale moim zdaniem przepiękny. Co jakiś czas mam myśli by już teraz zmienić kolor na taki, ale zanim zdążę podjąć stosowne kroki zmieniam zdanie :D

Na dzień dzisiejszy nadal marzy mi się delikatne ombre. Chciałabym lekko rozjaśnić dół włosów (najlepiej tylko o jeden ton), ale zewsząd słyszę, że to już zupełnie niemodne (co akurat jestem w stanie pominąć podejmując decyzję), ale niestety nie znam też żadnego fryzjera, któremu mogłabym zaufać w tej kwestii.

A Wy jesteście zadowolone ze swojego obecnego koloru czy też Was trochę kuszą zmiany? :)

Czytaj dalej »

Moje kosmetyczne zapasy

Postanowiłam ruszyć u siebie z serią postów, którą widziałam już na wielu blogach - Moje kosmetyczne zapasy. Co jakiś czas będę pokazywać Wam moje zbiory dzieląc je na poszczególne kategorie :)


Dzisiaj na dobry początek wszystko razem. Czy jest tego dużo? Sądzę, że nie aż tak wiele, choć moja rodzina łapie się za głowę widząc stale poszerzającą się kolekcję.

Na zdjęciu można zaobserwować, że niektóre rzeczy występują po kilka razy, część też otwarta jest od kilku(nastu) miesięcy i pora wreszcie je zużyć. Robiąc zdjęcia poszczególnym partiom kosmetyków dotarło do mnie, że z dużej ilości praktycznie w ogóle nie korzystam i może naprawdę powinnam nieco ograniczyć kolejne zakupy.

Ogromną ilość popakowałam w osobne pudełka i postanowiłam systematycznie zużywać, dzięki czemu będę mogła z czystym sercem polecić lub odradzić Wam dany produkt. Mam takie ciche marzenie by wybrać po 2-3 ulubione kosmetyki z każdej kategorii i kiedyś kupować tylko to co najbardziej mi służy :)

Pozdrawiam, Paula :)

Czytaj dalej »

Wymarzona długość (cz. III) + refleksje na temat zapuszczania

Pierwszy post z tej serii pojawił się na blogu mniej więcej rok temu. Wtedy wydawało mi się, że zapuszczanie do narzuconej sobie długości będzie trwało wieki.

Na pewno pamiętacie moją szaloną obsesję na punkcie przyrostu, moje ciągłe plany przyśpieszenia go, mnóstwo wcierek i suplementów. Dodatkowo moi domownicy byli skazani na moje codziennie pytania typu "urosły coś?", a mój TŻ pewnie nigdy nie zapomni setek pomiarów. Sama zresztą potrafiłam kilka razy dziennie biegać z miarką i sprawdzać czy nie zdarzył się cud i włosy nie wystrzeliły magicznie o przynajmniej 5cm ;)

Na dzień dzisiejszy jestem już na szczęście wolna od tego szaleństwa i wszystkim zapuszczającym radzę nabrać do tego zdrowego dystansu i uzbroić się w cierpliwość (wiem, łatwo powiedzieć trudniej zrobić).

lekko wilgotne by dokładniej ocenić długość 
(drugie zdjęcie wykonane około 2 tygodni temu)

Na powyższym zdjęciu widać ile urosły przez rok. Czy to dużo? Dla mnie to ogromny postęp zwłaszcza, że kilka razy skróciłam końcówki (raz nawet o 6cm), a mój miesięczny przyrost bez wspomagaczy to zaledwie 1cm.

Długość moim zdaniem jest już idealna, gdyż przy moim 160 i raczej drobnej figurze dłuższe mogłoby stać się zbyt przytłaczające. Nawet moja prababcia, którą poznałyście TUTAJ stale wspomina bym zaprzestała już zapuszczać.

Jakie są moje dalsze plany co do długości? 

Włosy głównie zaczęłam zapuszczać ze względu na studniówkę (11 stycznia 2014r.), więc troszkę czasu zostało. Pozwolę włosom urosnąć jeszcze 1-2cm by przed samą imprezą... o tyle je skrócić! Znacie ten przesąd by między studniówką, a maturą nie obcinać włosów? Ja niestety znam i z przezorności zamierzam go wprowadzić w życie :D

Po maturze planuję skłonić się ku cięciu bardziej na prosto, bo mam wrażenie, że przez U znacznie tracą na objętości. Póki co moim nowym celem jest zagęszczenie włosów i ścięcie tych smutnych, przerzedzonych końcówek :(

Czytaj dalej »

I mnie odwiedził Mikołaj :)

Dzisiaj króciutki i luźny post, bo niedawno wróciłam ze szkoły, jestem padnięta i czuję, że szykuje się przeziębienie :(


Na prezenty chyba nigdy nie będę czuć się za duża, szczególnie na takie, które na 100% mi się przydadzą :)

1. Bluza wkładana "przez głowę" - takie lubię najbardziej,
2. Rękawiczki frotte - mam już takie z jednym palcem, ale okazały się zupełnie niepraktyczne w starciu z moim telefonem (klawiatura qwerty),
3. Srebrny łańcuszek z serduszkiem,
4. Skrzypovita - co prawda już nie zależy mi na szybszym przyroście, ale dodatkowe wzmocnienie zawsze się przyda,
5. Perfumy adidas "pure lightness" - przypominają mi dawne czasy :)
6. Antyperspirant FA NutriSkin,
7. Cytrusowa świeca zapachowa,
8. Mydełko marsylskie z lawendą,
9. Aniołki i czekoladki :D

A Wy co dostałyście? :))

Czytaj dalej »

Włosowe podsumowanie listopada (2013)

Oczywiście miesiąc się skończył, a ja zostałam bez zdjęć włosów. Poniższe wykonane były ekstremalnie szybko ;)


1. Włosy rozczesane TT.   
2. Końcówki podkręcone "na palcu".

Wizualnie wyglądają lepiej niż ostatnio, bo staram się przed każdym myciem stosować mieszankę odżywczą (np. kilka kropel nafty, oleju, łyżka maski lub odżywki) i przestałam wreszcie myć je Facelle, a przerzuciłam się na szampony (co bardzo sobie chwalę!). Włosy myję teraz średnio 2x w tygodniu, po myciu czeszę je grzebieniem zaś w kolejne dni TT. Końcówki tak jak pokazałam powyżej zakręcam "na palcu", a góra jest raczej prosta/delikatnie falowana. Wiem, że teraz przestałam być typową kręconowłosą, ale w takiej postaci dużo lepiej się czuję.

Cały czas przymierzam się do wizyty u fryzjera, ale niedawno dowiedziałam się, że jedyna, której względnie ufam jest na zwolnieniu, bo ciężko przechodzi ciążę :(
Narzekałam ostatnio na stan końcówek, ale obecnie mają się dużo lepiej dzięki serum dolce cristals (dostępne tu).

Co do pielęgnacji to raczej jest niewielka, ale za co znacznie bardziej systematyczna:

1. Mieszanka odżywcza, o której wspomniałam wyżej.
2. Mycie szamponem (ostatnio Timotei).
3. Wcierka.
4. Odżywka bez spłukiwania i ochrona końcówek.
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Nowości do... zębów :)

Wczoraj odwiedził mnie listonosz w ogromnym pudłem. W środku ukryte były produkty firmy Atos, która jakiś czas temu zaproponowała mi współpracę. Chętnie się zgodziłam, gdyż potraktowano mnie naprawdę profesjonalnie pytając o moje nawyki żywieniowe, tryb życia oraz efekty jakich oczekuję.


Jako, że studniówka tuż tuż i większość moich znajomych wprost szaleje z przygotowaniami (kosmetyczki, dermatolodzy, wybielanie zębów) sama też nabrałam ochoty na to ostatnie. Miałam nawet w planach zakupienie podobnego zestawu, ale jakoś stale było mi nie po drodze.

White Kiss spadło mi jak z nieba! Mam nadzieję, że efekty będą widoczne, bo chodzenie w nakładkach przypomina mi straszne, młodzieńcze lata, gdy codziennie nosiłam ruchomy aparat ortodontyczny i nie mogłam normalnie mówić :D

W skład zestawu jak widzicie wchodzą dwie "kształtki", dwa żele i pasta wybielająca. Dostałam także kilka próbek innych past i gum.

Jestem strasznie ciekawa tego produktu, bo nigdy wcześniej nie miałam z tym do czynienia, a w sieci także ciężko coś poczytać. Koniecznie dajcie mi znać jeśli miałyście ten lub podobny zestaw (jak się spisał i jak długo widoczne były efekty).

Pozdrawiam, Paula :)

Czytaj dalej »

Jeszcze kilka kosmetycznych nowości z listopada

Listopad w zastraszającym tempie dobiegł końca. Pod względem nowości kosmetycznych ten miesiąc był bardzo bogaty. Po szaleństwie w Rossmannie i Super-Pharmie obiecałam sobie całkowity zakaz wchodzenia do drogerii, ale.. coś tam jeszcze udało mi się nabyć :))


1. Kremowy żel pod prysznic wanilia i makadamia Wellness Beauty - powtórzę się, ale strasznie lubię wanilię :)

2. Suchy szampon Batiste wiśniowy -  pierwszy raz moje włosy po 3 dniach wyglądały tak świeżo! Czuję, że będzie mi często towarzyszył.

3. Pasta i maść cynkowa - coś strasznego dzieje się z moimi plecami, póki co próbuję to opanować tanimi środkami :(

4. Piaskowy lakier WIBO nr 3 - był pierwszy na mojej liście zakupów podczas promocji w Rossmannie, ale oczywiście szybko sprzątnięto mi go sprzed nosa. W ostatnim dniu dołożono kilka sztuk :)

5. Pomadka z Monster High... a tak serio to gumka do ścierania, ale nie mogłam się oprzeć i musiałam ją mieć :D

Wczoraj kilka godzin spędziłam na przeglądzie moich kosmetyków i jestem w szoku, że tyle ich mam. Macie może ochotę na serię postów z moimi zdobyczami? :)

PS. Niedawno mój TŻ obraził się na mnie, że nie wspomniałam, że to właśnie on zainwestował w moje poprzednie zakupy. Tym razem, więc publicznie dziękuję :*

Czytaj dalej »

Nawilżający peeling do rąk "Młode dłonie" 8 w 1 - Eveline

Nie przepadam jakoś szczególnie za peelingami, ale ten który dziś Wam pokaże podbił moje serce. Jak może wiecie mam ostatnio swoją nową małą obsesję - ogarnięcia paznokci i wszystkie kosmetyki do rąk są u mnie szczególnie mile widziane :D


Niewątpliwie nazwa produktu kojarzy się z legendarną odżywką do paznokci (pisałam o niej np. tutaj), ale znacznie różni się często krytykowanym składem - przede wszystkim nie zawiera formaldehydu :)

Dlaczego 8w1? Według producenta spełnia 8 funkcji:

1. Skutecznie i delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka.
2. Niweluje suchość i szorstkość skóry.
3. Wygładza nierówności.
4. Głęboko nawilża i odżywia.
5. Intensywnie regeneruje i odmładza.
6. Przywraca sprężystość i elastyczność.
7. Rozjaśnia przebarwienia i poprawia koloryt.
8. Koi i łagodzi przebarwienia.

Peeling wykonuję aktualnie 2 razy w tygodniu w przerwach od odżywki. Ma prześliczny zapach (uwielbiam wszystko co waniliowe) i posiada małe, delikatne drobinki. Niewielką ilością wykonuję dokładny masaż dłoni przez 5 minut. Po użyciu faktycznie są bardziej nawilżone, wygładzone i miękkie w dotyku. Pomógł mi się uporać z suchymi, zadzierającymi się skórkami i wyeliminował lekkie przebarwienia. Po peelingu zawsze staram się użyć jeszcze jakiegoś odżywczego kremu na noc pod bawełniane rękawiczki.

Cena to ok. 9zł w Rossmannie. Wystarczy mi jeszcze na pewno na bardzo długo, ale możliwe, że kiedyś ponownie zainwestuje w ten peeling :)

I na koniec coś czego nie było tu chyba od roku - moje pomalowane paznokcie :D wiem, wiem jeszcze się nie nadają do malowania, skórki całe zalałam, ale to strasznie miłe po tylu miesiącach znów kupować lakiery i co najważniejsze móc ich używać :)


MiniMAX otrzymałam również w ramach współpracy z Eveline już jakiś czas temu i leżał grzecznie w pudełku z lakierami. Bardzo lubię ten odcień różu (834). Kryje bardzo dobrze po jednej grubszej warstwie, dość sprawnie schnie. Nie mogę się jedynie zgodzić z tym, że jego trwałość osiąga 9dni - u mnie już po 2 dniach było sporo odprysków. Swoją drogą chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na lakier wybitnie trwały.

PS. Czytają mnie jakieś maturzystki? Dajcie znać jak Wasze wrażenia po próbnej. Mile widziane narzekania, bo sama nie jestem zachwycona (szczególnie matematyką) :))
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Balsamy 4D Eveline (nawilżający i wyszczuplający)

Dzisiaj pokaże Wam stosunkowo nowe produkty marki Eveline, które od niedawna można znaleźć w drogeriach (choć ja na razie widziałam jedynie w Super-Pharmie). Mowa o Kremowym balsamie SOS bio-hyaluron 4D oraz Intensywnym serum redukującym tkankę tłuszczową Slim Extreme 4D.


Kremowy balsam SOS



biokwas hialuronowy, UREA, olej kokosowy, masło shea, kompleks witamin (A,E,F)




* maksymalne nawilżenie, efekt 4D,
* intensywnie wygładza,
* odżywia i regeneruje,
* likwiduje szorstkość skóry.




Balsam przyjemnie pachnie, opakowanie bardzo duże (zawiera aż 350ml produktu) z wygodną pompką. Po zastosowaniu faktycznie ma się wrażenie nawilżenia na kilka godzin. Szybko się wchłania i nie pozostawia lepkości czy śliskiego filmu na skórze. Z braku czasu i trochę z lenistwa balsam służy mi głównie do dłoni, które wreszcie stały się delikatniejsze i mniej suche. Duży plus za wydajność i dość niską cenę w porównaniu do ilości kremu - ok. 15zł. Ogólnie jestem zadowolona :)


Intensywne serum SIZE DOWN




kwas hialuronowy, roślinne komórki macierzyste, mleczko roślinne, algi laminaria i olejek winogronowy

 


Gwarantuje intensywną redukcję podskórnej tkanki tłuszczowej, zwłaszcza w obrębie fałdów brzusznych, powodując szybką utratę centymetrów w obwodzie ciała, rzeźbiąc wcięcie w talii i nadając sylwetce kształt klepsydry. Zwalcza cellulit.




Kiedy przeczytałam na opakowaniu "zmniejsza obwód ciała o 1 rozmiar" nie mogłam się nie uśmiechnąć ;) Niestety trudno mnie nabrać na takie chwyty, ale mimo wszystko skusiłam się na test produktu by uelastycznić brzuch. Codziennie przed snem wcierałam krem w okolice talii, uda i pośladki. Jak moje wrażenia? Skóra faktycznie wygląda lepiej - jest bardziej napięta i jędrna. Moje nieliczne rozstępy z którymi kiedyś się borykałam od jakiegoś czasu są praktycznie niewidoczne. Jestem dosyć szczupłą osobą, więc naprawdę trudno u mnie o wyraźną zmianę. Oczywiście na pewno z ćwiczeniami i zdrową dietą efekt byłby większy jednak w moim przypadku produkt przyczynił się jedynie do poprawy kondycji skóry :( 150ml kosmetyku można dostać w cenie około 20zł (moim zdaniem troszeczkę sporo), opakowanie dość wygodne, a balsam bardzo przyjemnie chłodzi.
Fakt współpracy nie wpłynął na moją opinię.

Miałyście już któryś z produktów? Jak się sprawdził? :)
 
PS. Bardzo dziękuję za rady odnośnie popękanych ust! Miód okazał się zbawienny i do
tej pory jestem w szoku jak szybko pomógł na mój uporczywy problem :) 
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Dużo nowości w mojej "kosmetyczce" :)

Dawno nie byłam tak zadowolona z rzeczy, które udało mi się "upolować" na promocjach. Przed Wami moje zdobycze :)


Do włosów:

1. Odżywka "Volum Restructure" z odbudowującymi ceramidami. Skusiła mnie cena - 3.99zł (SP)
2. Garnier "Sekrety Prowansji" z olejkiem eterycznym z lawendy i różą - uwielbiam zapach!
3. Szampon Johnsons baby "no more tangles" - szukam czegoś na zastępstwo Facelle (bo szczerze mam dosyć splątanego siana na głowie po użyciu żelu).

Do makijażu:

1. Czarny eyeliner Lovely - chyba już 4 z kolei, lubię go i nie zamierzam zamieniać na inny.
2. Maybelline the Colossal (smoky eyes) - znalazłam całkiem przypadkiem za 11zł!

Do paznokci:

1. Odżywka Sally Hansen "nailgrowth Miracle" - mam nadzieję, że okaże się warta swojej ceny :)
2. Zmywacz z Delii.

Lakiery:

(kupiłam by motywować się w zapuszczaniu, jestem zauroczona całą "błyszczącą" serią od WIBO)

1. WOW glamour sand nr 1 (efekt piasku)
2. Baltic Sand nr 3 (efekt piasku)
3. Blink Blink nr 1 i nr 2 (z brokatem)

Woski:

1. "Home sweet home"
2. "Spiced orange"
3. "Vanilla Chai"

- jeszcze nawet ich nie otworzyłam, a już cały pokój "przeszedł" intensywnym, przyjemnym zapachem :)


PS. Znacie może jakiś domowy i skuteczny sposób na ciągle pękające wargi? Od tygodnia się z tym męczę :(
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Dwa miesiące z Calcium Pantothenicum Jelfa (CP)

Dzisiaj podsumuję 2 miesiące suplementacji CP. Od dawna byłam zachwycona efektami (wspominałam np. tutaj), a czy tym razem również jestem zadowolona?


Od dłuższego czasu moja obsesja na punkcie wzrostu włosów znacznie przygasła, ale do zaplanowanej długości we wrześniu brakowało mi jeszcze około 4,5cm.
CP łykałam (przyznaję bez bicia) niezbyt regularnie, rano i wieczorem po dwie tabletki. Dodam, że bez wspomagaczy moje włosy rosną 1cm/miesiąc.
 
* w czasie trwania kuracji (50dni) włosy stały się o 3,5cm dłuższe,
* w kwestii wypadania mam mieszane uczucia (ogólnie wypada ich teraz znacznie mniej, ale to raczej zawdzięczam uporaniem się z anemią),
* babyhair niedużo,
* włosy rosły szybciej tylko na głowie (w innych miejscach nie dostrzegłam szybszego porostu),
* wpływu na cerę nie zauważyłam,
* stan paznokci nieco się poprawił (ale raczej dzięki Eveline, który włączyłam w połowie kuracji).

Podsumowując jak na moje średnio regularne stosowanie jestem dość zadowolona. Pod koniec grudnia planuję wykończyć jeszcze mój zapas (na jakieś 14dni), a póki co popróbuję samymi wcierkami osiągnąć brakujący centymetr, a później czeka mnie... wizyta u fryzjera :))

Niedługo pojawi się przygotowywany przeze mnie post o zapuszczaniu, a tam zdradzę więcej planów co do długości.
Follow on Bloglovin  
Czytaj dalej »

Pure Queen - mój niezbędnik w torebce


Dzisiaj pokażę Wam małą rzecz, która już kilka razy okazała się bardzo pomocna. Mowa o kieszonkowym odplamiaczu Pure Queen w formie pisaka. Początkowo byłam raczej sceptycznie nastawiona, ale szybko okazało się, że faktycznie działa! Poradził sobie z dość starą już plamą na spodniach, która generalnie była niewiadomego pochodzenia, świeżą plamą po czekoladzie, kawie, a także kredce do oczu :)


Stosowanie jest banalnie proste:

Krok 1. Usuń nadmiar plamy poprzez wytarcie jej chusteczką lub wilgotną ściereczką.

Krok 2. Nanieś płyn bezpośrednio na plamę poprzez kilkakrotne naciśniecie końcówki odplamiacza.

Krok 3. Lekko pocieraj tkaninę końcówką w obrębie plamy. Jeżeli to konieczne uwolnij więcej cieczy i kontynuuj pocieranie tkaniny. Zetrzyj chusteczką nadmiar płynu.

Na opakowaniu znajduje się również rada by w miarę możliwości wykonać próbę na niewidocznym fragmencie opakowania z którą się w 100% zgadzam, bo na spodniach zauważyłam lekkie odbarwienie (trzeba się bardzo, bardzo przyjrzeć :))

Odplamiacz mogę pochwalić za:

* poręczne opakowanie,
* praktycznie niewyczuwalny zapach,
* skuteczne usuwanie plam z jedzenia i kosmetyków.

Żeby nie było tak całkiem miło to odplamiacz niestety nie usuwa plam z krwi, atramentu i tłuszczu.
Jest dostępny m. in. w Super-Pharm, za około 18zł.

Ogólnie polecam, bo w sytuacjach kryzysowych jest niezastąpiony. Wszystkim niezdarom (takim jak ja) na pewno się przyda :)

Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Dlaczego warto nosić czapkę zimą, fryzury pod czapkę i kilka inspiracji

tumblr
Do tego postu zainspirowała mnie moja młodsza siostra, która co roku stwarza niewyobrażalne problemy, gdy mama namawia ją na zakup czapki.

Ja również w pamiętnych czasach gimnazjum byłam przeciwna wszelkim czapkom, uważałam za żenujące pokazać się ludziom z czymś na głowie - teraz zupełnie tego nie rozumiem. Dopiero pewnej zimy, gdy nabawiłam się naprawdę koszmarnego zapalenia zatok dotarło do mnie, że noszenie czapki jest bardzo ważne!

Dlaczego warto?

* mróz uszkadza cebulki włosów = przyczynia się do wypadania
* włosy narażone na zimno mogą pękać, kruszyć się
* przez głowę "ucieka" duża część ciepła = większa możliwość zachorowania

Czapka powinna być przede wszystkim:

* wygodna (nie za ciasna by nie utrudniać krążenia),
* najlepiej wykonana z naturalnego tworzywa (np. bawełna, wełna),
* ochraniać również uszy.

Myślę, że ogólna niechęć do czapek spowodowana jest tym jak niekorzystna po jej zdjęciu jest nasza fryzura. Niżej przygotowałam kilka przykładów uczesań pod czapkę (w skrócie - dużo luźnych upięć, niskich warkoczy i koczków):


I na koniec kilka inspiracji, które zaczerpnęłam z polki.pl - jak widać w głównej mierze dominują pompony, ale są i nieco prostsze modele :)


Moją tegoroczną czapkę już miałyście okazję ostatnio poznać, ale dla przypomnienia:


Nosicie czapki czy raczej tego unikacie? :) 
Jaki rodzaj zazwyczaj wybieracie?
Czytaj dalej »

Blogowe sukcesy i smaczna współpraca z Wrigley ;)

Wreszcie mam wolną od szkoły sobotę i czas spędzam leniąc się w domu, pisząc posty na zapas i udając, że czytam lekturę :))

Tymczasem w ostatnich dniach mój blog odniósł poważne sukcesy! Na blogowym fanpage'u stuknęło 2000 like, a na bloggerze 1000 obserwatorów ♥

Bardzo Wam dziękuję!
***

Jakiś czas temu odwiedził mnie kurier z tajemniczą paczką. Już rozrywając papier czułam, że będzie
smakowicie :) Mowa tu oczywiście o tytułowej przesyłce Orbit, o której przygotowałam kilka słów.

Zacznę od tego, że paczka idealnie trafiła w mój gust, bo uwielbiam wszelkie owocowe gumy. Część z nich oddałam chłopakowi, bo niemal codziennie pytał mnie kiedy wreszcie napiszę post i będzie mógł trochę podkraść :D

Korzystając z okazji chcę podkreślić jak ważne jest dbanie o jamę ustną, a do tego niezbędne jest nie tylko codzienne mycie zębów i używanie nici dentystycznej, ale i systematyczne odwiedzanie stomatologa o którym przypominamy sobie niestety zazwyczaj dopiero, gdy coś nas boli.

Czasem ciężko jest dbać o zęby całymi dniami będąc poza domem, ale wtedy doskonałym rozwiązaniem jest bez cukrowa guma, która odświeża oddech i neutralizuje kwasy po posiłku. Orbit również zapobiega przebarwieniom po kawie i herbacie.

Jakie mam odczucia po regularnym żuciu Orbitek? Jak najbardziej pozytywne! Przyjemne odświeżenie, ale i świetne rozwiązanie w mojej chorobie lokomocyjnej. Niestety z pozoru dziecięca przypadłość dręczy mnie do dzisiaj, a jeżdżąc codziennie w zatłoczonym i dusznym busie z trudem udaje mi się przetrwać. Gumy nieco pomagają, więc ich zapas z pewnością dobrze wykorzystam :)

Udanego weekendu! :)
Czytaj dalej »

Pierwsza aktualizacja paznokciowa, czyli długa historia obgryzania, trochę o odżywce Eveline, anemii i ratunku dla zniszczynych paznokci

Na wielu kosmetycznych blogach można zobaczyć piękne, mocne i zadbane paznokcie. Patrząc na nie za przeproszeniem żal mi tyłek ściska, że moje wyglądają tak strasznie. Po części sama jestem sobie winna za masakrę jaką zafundowałam swoim dłoniom.

Zacznijmy od tego, że praktycznie odkąd pamiętam obgryzałam paznokcie, kilka razy bezskutecznie próbowałam porzucić ten okropny nałóg. Dopiero, gdy wpadłam w blogowy świat udało mi się nad nimi zapanować dzięki Diamentowej odżywce Eveline. Wiem, że dużo osób narzeka na zawarty w niej formaldehyd, ale w większości przypadków dziewczyny po prostu nie stosują się do zaleceń producenta i używają jej za długo. Efekty mojej kuracji z 2012 roku poniżej:


Wszystko szło w dobrą stronę, gdy nagle zachciało mi się robić kurs na prawo jazdy. Początkowo byłam bardzo pozytywnie nastawiona, niestety rozczarowanie przyszło na pierwszym egzaminie praktycznym. Strach był paraliżujący, nie potrafiłam się odpowiednio skupić, egzaminator całą drogę na mnie warczał i pouczał, aż w końcu popełniłam jakiś zupełnie głupi i nielogiczny błąd. Tego dnia obgryzłam wszystkie paznokcie. Przed każdym kolejnym egzaminem (a było ich jeszcze 5) wręcz zjadałam je do tego stopnia, że trzymając kierownicę czułam ogromny ból. Znów wpadłam w nałóg codziennego obgryzania, ale uparcie obiecywałam sobie, że przestanę, gdy zdam.

Pięknego czerwcowego popołudnia wreszcie udało się, ale niestety obgryzałam dalej tym razem obiecując sobie, że przestanę to robić w wakacje. Kiedy ponownie postanowiłam o nie zawalczyć nieoczekiwanie zaczęło dziać się z nimi coś dziwnego - rozdwajały się potwornie, łamały i były cieniutkie jak nigdy dotąd. Jak wiecie okazało się to anemią. I cóż oczywiście zrobiłam? Wróciłam do obgryzania! Tym razem zawirowania osobiste, nerwy i kolejna porcja stresu sprawiła, że totalnie zmasakrowałam paznokcie - wygryzałam je (jak to niektórzy mówią) "do mięsa" ;) Niejednokrotnie do momentu, aż ból był okropny i pojawiała się krew.

Pod koniec września wpadłam na pomysł, żeby paznokciowe poczynania zapisywać na blogu (tak jak aktualizacje włosowe) by motywować się do pracy nad ich stanem. Po kilkunastu dniach zabrałam mamie kończącą się Eveline 8w1 i sumiennie trwałam przy kuracji tą odżywką.

Tuż przed pierwszym pomalowaniem Eveline (połowa października) :


Cały czas okropnie się łamały :(

Po 2 tygodniach z Eveline:


Efekty nie są na razie powalające, nie mają żadnego konkretnego kształtu i nadal są mięciutkie, ale nie poddaję się :) Póki co planuję każdego miesiąca używać czegoś innego i po 30 dniach pokazywać Wam zmiany (o ile takowe będą).

Na koniec moja największa inspiracja - Ewalucja, która przeszła niewiarygodną transformację:


Pisałam, pisałam i nawet nie wiem kiedy stworzyłam taki długaśny poemat - wybaczcie :) Jeśli nie zanudziłam Was proszę dajcie znać czy byłyby tu mile widziane aktualizacje paznokci? 
Jeśli macie jakieś rady dla ekstremalnie zniszczonych paznokci oczywiście chętnie je poznam!

Czytaj dalej »

Październikowy FOTOMIX + wyniki rozdania

Strasznie podoba mi się seria postów zawierających zdjęcia z dnia codziennego blogerek. Niestety sama dość rzadko mam czas na zdjęcia będąc 6 dni w tygodniu w szkole, a mój aparat w telefonie raczej nie należy do najlepszych, więc zdjęć będzie niewiele.


1. Zakup z myślą o nadchodzącej zimie.
2. Ciepłych, wełnianych sweterków nigdy za dużo :)
3. Dołączyłam do grona okularnic :D
4. Bardzo pozytywna książka o której już kiedyś Wam wspomniałam. Choć ostatnio nie mam wcale czasu na czytanie książek dla przyjemności codziennie sięgałam po nią na kilka minut. Jeśli szukacie nie wymagającej, lekkiej i zabawnej książki na jesienne wieczory to polecam :)


1. Czipsowe grzeszki :)
2. Od dziecka nie lubię mleka, jogurtów itp. W październiku bez większego obrzydzenia jadłam Jogobelle Musli. 
3. Za to arbuzy mogłabym jeść codziennie! :)
4. Zainspirowana "Perfekcyjną Panią Domu" - wyrzuciłam wszystko na środek by wreszcie zrobić generalny porządek!


1. Pierścionek od TŻ już widziałyście, ale nie mogłam się powstrzymać :)
2. Kominek i olejki - również prezent. Jestem w szoku, bo ta mała buteleczka jest naprawdę wydajna! 
3. Na przeprosiny :D
4. Mały owczarek u mojego TŻ, uroczy :)

No i wreszcie temat, który chyba zainteresuje Was najbardziej - wyniki rozdania. Przepraszam, że musiałyście tyle czekać i strasznie się niecierpliwiłyście, ale uwierzcie ostatnio naprawdę z niczym się nie wyrabiam, a chciałam zrobić to uczciwie i porządnie. Wylosowaną osobą jest - Martyna Ch, zaraz wyślę e-mail, jednocześnie zaznaczam, że jeśli nie otrzymam wiadomości zwrotnej do piątku wylosuję następną osobę.

Czytaj dalej »
Paula Es | beauty & lifestyle blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka