Nawilżający peeling do rąk "Młode dłonie" 8 w 1 - Eveline

Nie przepadam jakoś szczególnie za peelingami, ale ten który dziś Wam pokaże podbił moje serce. Jak może wiecie mam ostatnio swoją nową małą obsesję - ogarnięcia paznokci i wszystkie kosmetyki do rąk są u mnie szczególnie mile widziane :D


Niewątpliwie nazwa produktu kojarzy się z legendarną odżywką do paznokci (pisałam o niej np. tutaj), ale znacznie różni się często krytykowanym składem - przede wszystkim nie zawiera formaldehydu :)

Dlaczego 8w1? Według producenta spełnia 8 funkcji:

1. Skutecznie i delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka.
2. Niweluje suchość i szorstkość skóry.
3. Wygładza nierówności.
4. Głęboko nawilża i odżywia.
5. Intensywnie regeneruje i odmładza.
6. Przywraca sprężystość i elastyczność.
7. Rozjaśnia przebarwienia i poprawia koloryt.
8. Koi i łagodzi przebarwienia.

Peeling wykonuję aktualnie 2 razy w tygodniu w przerwach od odżywki. Ma prześliczny zapach (uwielbiam wszystko co waniliowe) i posiada małe, delikatne drobinki. Niewielką ilością wykonuję dokładny masaż dłoni przez 5 minut. Po użyciu faktycznie są bardziej nawilżone, wygładzone i miękkie w dotyku. Pomógł mi się uporać z suchymi, zadzierającymi się skórkami i wyeliminował lekkie przebarwienia. Po peelingu zawsze staram się użyć jeszcze jakiegoś odżywczego kremu na noc pod bawełniane rękawiczki.

Cena to ok. 9zł w Rossmannie. Wystarczy mi jeszcze na pewno na bardzo długo, ale możliwe, że kiedyś ponownie zainwestuje w ten peeling :)

I na koniec coś czego nie było tu chyba od roku - moje pomalowane paznokcie :D wiem, wiem jeszcze się nie nadają do malowania, skórki całe zalałam, ale to strasznie miłe po tylu miesiącach znów kupować lakiery i co najważniejsze móc ich używać :)


MiniMAX otrzymałam również w ramach współpracy z Eveline już jakiś czas temu i leżał grzecznie w pudełku z lakierami. Bardzo lubię ten odcień różu (834). Kryje bardzo dobrze po jednej grubszej warstwie, dość sprawnie schnie. Nie mogę się jedynie zgodzić z tym, że jego trwałość osiąga 9dni - u mnie już po 2 dniach było sporo odprysków. Swoją drogą chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na lakier wybitnie trwały.

PS. Czytają mnie jakieś maturzystki? Dajcie znać jak Wasze wrażenia po próbnej. Mile widziane narzekania, bo sama nie jestem zachwycona (szczególnie matematyką) :))
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Balsamy 4D Eveline (nawilżający i wyszczuplający)

Dzisiaj pokaże Wam stosunkowo nowe produkty marki Eveline, które od niedawna można znaleźć w drogeriach (choć ja na razie widziałam jedynie w Super-Pharmie). Mowa o Kremowym balsamie SOS bio-hyaluron 4D oraz Intensywnym serum redukującym tkankę tłuszczową Slim Extreme 4D.


Kremowy balsam SOS



biokwas hialuronowy, UREA, olej kokosowy, masło shea, kompleks witamin (A,E,F)




* maksymalne nawilżenie, efekt 4D,
* intensywnie wygładza,
* odżywia i regeneruje,
* likwiduje szorstkość skóry.




Balsam przyjemnie pachnie, opakowanie bardzo duże (zawiera aż 350ml produktu) z wygodną pompką. Po zastosowaniu faktycznie ma się wrażenie nawilżenia na kilka godzin. Szybko się wchłania i nie pozostawia lepkości czy śliskiego filmu na skórze. Z braku czasu i trochę z lenistwa balsam służy mi głównie do dłoni, które wreszcie stały się delikatniejsze i mniej suche. Duży plus za wydajność i dość niską cenę w porównaniu do ilości kremu - ok. 15zł. Ogólnie jestem zadowolona :)


Intensywne serum SIZE DOWN




kwas hialuronowy, roślinne komórki macierzyste, mleczko roślinne, algi laminaria i olejek winogronowy

 


Gwarantuje intensywną redukcję podskórnej tkanki tłuszczowej, zwłaszcza w obrębie fałdów brzusznych, powodując szybką utratę centymetrów w obwodzie ciała, rzeźbiąc wcięcie w talii i nadając sylwetce kształt klepsydry. Zwalcza cellulit.




Kiedy przeczytałam na opakowaniu "zmniejsza obwód ciała o 1 rozmiar" nie mogłam się nie uśmiechnąć ;) Niestety trudno mnie nabrać na takie chwyty, ale mimo wszystko skusiłam się na test produktu by uelastycznić brzuch. Codziennie przed snem wcierałam krem w okolice talii, uda i pośladki. Jak moje wrażenia? Skóra faktycznie wygląda lepiej - jest bardziej napięta i jędrna. Moje nieliczne rozstępy z którymi kiedyś się borykałam od jakiegoś czasu są praktycznie niewidoczne. Jestem dosyć szczupłą osobą, więc naprawdę trudno u mnie o wyraźną zmianę. Oczywiście na pewno z ćwiczeniami i zdrową dietą efekt byłby większy jednak w moim przypadku produkt przyczynił się jedynie do poprawy kondycji skóry :( 150ml kosmetyku można dostać w cenie około 20zł (moim zdaniem troszeczkę sporo), opakowanie dość wygodne, a balsam bardzo przyjemnie chłodzi.
Fakt współpracy nie wpłynął na moją opinię.

Miałyście już któryś z produktów? Jak się sprawdził? :)
 
PS. Bardzo dziękuję za rady odnośnie popękanych ust! Miód okazał się zbawienny i do
tej pory jestem w szoku jak szybko pomógł na mój uporczywy problem :) 
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Dużo nowości w mojej "kosmetyczce" :)

Dawno nie byłam tak zadowolona z rzeczy, które udało mi się "upolować" na promocjach. Przed Wami moje zdobycze :)


Do włosów:

1. Odżywka "Volum Restructure" z odbudowującymi ceramidami. Skusiła mnie cena - 3.99zł (SP)
2. Garnier "Sekrety Prowansji" z olejkiem eterycznym z lawendy i różą - uwielbiam zapach!
3. Szampon Johnsons baby "no more tangles" - szukam czegoś na zastępstwo Facelle (bo szczerze mam dosyć splątanego siana na głowie po użyciu żelu).

Do makijażu:

1. Czarny eyeliner Lovely - chyba już 4 z kolei, lubię go i nie zamierzam zamieniać na inny.
2. Maybelline the Colossal (smoky eyes) - znalazłam całkiem przypadkiem za 11zł!

Do paznokci:

1. Odżywka Sally Hansen "nailgrowth Miracle" - mam nadzieję, że okaże się warta swojej ceny :)
2. Zmywacz z Delii.

Lakiery:

(kupiłam by motywować się w zapuszczaniu, jestem zauroczona całą "błyszczącą" serią od WIBO)

1. WOW glamour sand nr 1 (efekt piasku)
2. Baltic Sand nr 3 (efekt piasku)
3. Blink Blink nr 1 i nr 2 (z brokatem)

Woski:

1. "Home sweet home"
2. "Spiced orange"
3. "Vanilla Chai"

- jeszcze nawet ich nie otworzyłam, a już cały pokój "przeszedł" intensywnym, przyjemnym zapachem :)


PS. Znacie może jakiś domowy i skuteczny sposób na ciągle pękające wargi? Od tygodnia się z tym męczę :(
Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Dwa miesiące z Calcium Pantothenicum Jelfa (CP)

Dzisiaj podsumuję 2 miesiące suplementacji CP. Od dawna byłam zachwycona efektami (wspominałam np. tutaj), a czy tym razem również jestem zadowolona?


Od dłuższego czasu moja obsesja na punkcie wzrostu włosów znacznie przygasła, ale do zaplanowanej długości we wrześniu brakowało mi jeszcze około 4,5cm.
CP łykałam (przyznaję bez bicia) niezbyt regularnie, rano i wieczorem po dwie tabletki. Dodam, że bez wspomagaczy moje włosy rosną 1cm/miesiąc.
 
* w czasie trwania kuracji (50dni) włosy stały się o 3,5cm dłuższe,
* w kwestii wypadania mam mieszane uczucia (ogólnie wypada ich teraz znacznie mniej, ale to raczej zawdzięczam uporaniem się z anemią),
* babyhair niedużo,
* włosy rosły szybciej tylko na głowie (w innych miejscach nie dostrzegłam szybszego porostu),
* wpływu na cerę nie zauważyłam,
* stan paznokci nieco się poprawił (ale raczej dzięki Eveline, który włączyłam w połowie kuracji).

Podsumowując jak na moje średnio regularne stosowanie jestem dość zadowolona. Pod koniec grudnia planuję wykończyć jeszcze mój zapas (na jakieś 14dni), a póki co popróbuję samymi wcierkami osiągnąć brakujący centymetr, a później czeka mnie... wizyta u fryzjera :))

Niedługo pojawi się przygotowywany przeze mnie post o zapuszczaniu, a tam zdradzę więcej planów co do długości.
Follow on Bloglovin  
Czytaj dalej »

Pure Queen - mój niezbędnik w torebce


Dzisiaj pokażę Wam małą rzecz, która już kilka razy okazała się bardzo pomocna. Mowa o kieszonkowym odplamiaczu Pure Queen w formie pisaka. Początkowo byłam raczej sceptycznie nastawiona, ale szybko okazało się, że faktycznie działa! Poradził sobie z dość starą już plamą na spodniach, która generalnie była niewiadomego pochodzenia, świeżą plamą po czekoladzie, kawie, a także kredce do oczu :)


Stosowanie jest banalnie proste:

Krok 1. Usuń nadmiar plamy poprzez wytarcie jej chusteczką lub wilgotną ściereczką.

Krok 2. Nanieś płyn bezpośrednio na plamę poprzez kilkakrotne naciśniecie końcówki odplamiacza.

Krok 3. Lekko pocieraj tkaninę końcówką w obrębie plamy. Jeżeli to konieczne uwolnij więcej cieczy i kontynuuj pocieranie tkaniny. Zetrzyj chusteczką nadmiar płynu.

Na opakowaniu znajduje się również rada by w miarę możliwości wykonać próbę na niewidocznym fragmencie opakowania z którą się w 100% zgadzam, bo na spodniach zauważyłam lekkie odbarwienie (trzeba się bardzo, bardzo przyjrzeć :))

Odplamiacz mogę pochwalić za:

* poręczne opakowanie,
* praktycznie niewyczuwalny zapach,
* skuteczne usuwanie plam z jedzenia i kosmetyków.

Żeby nie było tak całkiem miło to odplamiacz niestety nie usuwa plam z krwi, atramentu i tłuszczu.
Jest dostępny m. in. w Super-Pharm, za około 18zł.

Ogólnie polecam, bo w sytuacjach kryzysowych jest niezastąpiony. Wszystkim niezdarom (takim jak ja) na pewno się przyda :)

Follow on Bloglovin
Czytaj dalej »

Dlaczego warto nosić czapkę zimą, fryzury pod czapkę i kilka inspiracji

tumblr
Do tego postu zainspirowała mnie moja młodsza siostra, która co roku stwarza niewyobrażalne problemy, gdy mama namawia ją na zakup czapki.

Ja również w pamiętnych czasach gimnazjum byłam przeciwna wszelkim czapkom, uważałam za żenujące pokazać się ludziom z czymś na głowie - teraz zupełnie tego nie rozumiem. Dopiero pewnej zimy, gdy nabawiłam się naprawdę koszmarnego zapalenia zatok dotarło do mnie, że noszenie czapki jest bardzo ważne!

Dlaczego warto?

* mróz uszkadza cebulki włosów = przyczynia się do wypadania
* włosy narażone na zimno mogą pękać, kruszyć się
* przez głowę "ucieka" duża część ciepła = większa możliwość zachorowania

Czapka powinna być przede wszystkim:

* wygodna (nie za ciasna by nie utrudniać krążenia),
* najlepiej wykonana z naturalnego tworzywa (np. bawełna, wełna),
* ochraniać również uszy.

Myślę, że ogólna niechęć do czapek spowodowana jest tym jak niekorzystna po jej zdjęciu jest nasza fryzura. Niżej przygotowałam kilka przykładów uczesań pod czapkę (w skrócie - dużo luźnych upięć, niskich warkoczy i koczków):


I na koniec kilka inspiracji, które zaczerpnęłam z polki.pl - jak widać w głównej mierze dominują pompony, ale są i nieco prostsze modele :)


Moją tegoroczną czapkę już miałyście okazję ostatnio poznać, ale dla przypomnienia:


Nosicie czapki czy raczej tego unikacie? :) 
Jaki rodzaj zazwyczaj wybieracie?
Czytaj dalej »

Blogowe sukcesy i smaczna współpraca z Wrigley ;)

Wreszcie mam wolną od szkoły sobotę i czas spędzam leniąc się w domu, pisząc posty na zapas i udając, że czytam lekturę :))

Tymczasem w ostatnich dniach mój blog odniósł poważne sukcesy! Na blogowym fanpage'u stuknęło 2000 like, a na bloggerze 1000 obserwatorów ♥

Bardzo Wam dziękuję!
***

Jakiś czas temu odwiedził mnie kurier z tajemniczą paczką. Już rozrywając papier czułam, że będzie
smakowicie :) Mowa tu oczywiście o tytułowej przesyłce Orbit, o której przygotowałam kilka słów.

Zacznę od tego, że paczka idealnie trafiła w mój gust, bo uwielbiam wszelkie owocowe gumy. Część z nich oddałam chłopakowi, bo niemal codziennie pytał mnie kiedy wreszcie napiszę post i będzie mógł trochę podkraść :D

Korzystając z okazji chcę podkreślić jak ważne jest dbanie o jamę ustną, a do tego niezbędne jest nie tylko codzienne mycie zębów i używanie nici dentystycznej, ale i systematyczne odwiedzanie stomatologa o którym przypominamy sobie niestety zazwyczaj dopiero, gdy coś nas boli.

Czasem ciężko jest dbać o zęby całymi dniami będąc poza domem, ale wtedy doskonałym rozwiązaniem jest bez cukrowa guma, która odświeża oddech i neutralizuje kwasy po posiłku. Orbit również zapobiega przebarwieniom po kawie i herbacie.

Jakie mam odczucia po regularnym żuciu Orbitek? Jak najbardziej pozytywne! Przyjemne odświeżenie, ale i świetne rozwiązanie w mojej chorobie lokomocyjnej. Niestety z pozoru dziecięca przypadłość dręczy mnie do dzisiaj, a jeżdżąc codziennie w zatłoczonym i dusznym busie z trudem udaje mi się przetrwać. Gumy nieco pomagają, więc ich zapas z pewnością dobrze wykorzystam :)

Udanego weekendu! :)
Czytaj dalej »

Pierwsza aktualizacja paznokciowa, czyli długa historia obgryzania, trochę o odżywce Eveline, anemii i ratunku dla zniszczynych paznokci

Na wielu kosmetycznych blogach można zobaczyć piękne, mocne i zadbane paznokcie. Patrząc na nie za przeproszeniem żal mi tyłek ściska, że moje wyglądają tak strasznie. Po części sama jestem sobie winna za masakrę jaką zafundowałam swoim dłoniom.

Zacznijmy od tego, że praktycznie odkąd pamiętam obgryzałam paznokcie, kilka razy bezskutecznie próbowałam porzucić ten okropny nałóg. Dopiero, gdy wpadłam w blogowy świat udało mi się nad nimi zapanować dzięki Diamentowej odżywce Eveline. Wiem, że dużo osób narzeka na zawarty w niej formaldehyd, ale w większości przypadków dziewczyny po prostu nie stosują się do zaleceń producenta i używają jej za długo. Efekty mojej kuracji z 2012 roku poniżej:


Wszystko szło w dobrą stronę, gdy nagle zachciało mi się robić kurs na prawo jazdy. Początkowo byłam bardzo pozytywnie nastawiona, niestety rozczarowanie przyszło na pierwszym egzaminie praktycznym. Strach był paraliżujący, nie potrafiłam się odpowiednio skupić, egzaminator całą drogę na mnie warczał i pouczał, aż w końcu popełniłam jakiś zupełnie głupi i nielogiczny błąd. Tego dnia obgryzłam wszystkie paznokcie. Przed każdym kolejnym egzaminem (a było ich jeszcze 5) wręcz zjadałam je do tego stopnia, że trzymając kierownicę czułam ogromny ból. Znów wpadłam w nałóg codziennego obgryzania, ale uparcie obiecywałam sobie, że przestanę, gdy zdam.

Pięknego czerwcowego popołudnia wreszcie udało się, ale niestety obgryzałam dalej tym razem obiecując sobie, że przestanę to robić w wakacje. Kiedy ponownie postanowiłam o nie zawalczyć nieoczekiwanie zaczęło dziać się z nimi coś dziwnego - rozdwajały się potwornie, łamały i były cieniutkie jak nigdy dotąd. Jak wiecie okazało się to anemią. I cóż oczywiście zrobiłam? Wróciłam do obgryzania! Tym razem zawirowania osobiste, nerwy i kolejna porcja stresu sprawiła, że totalnie zmasakrowałam paznokcie - wygryzałam je (jak to niektórzy mówią) "do mięsa" ;) Niejednokrotnie do momentu, aż ból był okropny i pojawiała się krew.

Pod koniec września wpadłam na pomysł, żeby paznokciowe poczynania zapisywać na blogu (tak jak aktualizacje włosowe) by motywować się do pracy nad ich stanem. Po kilkunastu dniach zabrałam mamie kończącą się Eveline 8w1 i sumiennie trwałam przy kuracji tą odżywką.

Tuż przed pierwszym pomalowaniem Eveline (połowa października) :


Cały czas okropnie się łamały :(

Po 2 tygodniach z Eveline:


Efekty nie są na razie powalające, nie mają żadnego konkretnego kształtu i nadal są mięciutkie, ale nie poddaję się :) Póki co planuję każdego miesiąca używać czegoś innego i po 30 dniach pokazywać Wam zmiany (o ile takowe będą).

Na koniec moja największa inspiracja - Ewalucja, która przeszła niewiarygodną transformację:


Pisałam, pisałam i nawet nie wiem kiedy stworzyłam taki długaśny poemat - wybaczcie :) Jeśli nie zanudziłam Was proszę dajcie znać czy byłyby tu mile widziane aktualizacje paznokci? 
Jeśli macie jakieś rady dla ekstremalnie zniszczonych paznokci oczywiście chętnie je poznam!

Czytaj dalej »

Październikowy FOTOMIX + wyniki rozdania

Strasznie podoba mi się seria postów zawierających zdjęcia z dnia codziennego blogerek. Niestety sama dość rzadko mam czas na zdjęcia będąc 6 dni w tygodniu w szkole, a mój aparat w telefonie raczej nie należy do najlepszych, więc zdjęć będzie niewiele.


1. Zakup z myślą o nadchodzącej zimie.
2. Ciepłych, wełnianych sweterków nigdy za dużo :)
3. Dołączyłam do grona okularnic :D
4. Bardzo pozytywna książka o której już kiedyś Wam wspomniałam. Choć ostatnio nie mam wcale czasu na czytanie książek dla przyjemności codziennie sięgałam po nią na kilka minut. Jeśli szukacie nie wymagającej, lekkiej i zabawnej książki na jesienne wieczory to polecam :)


1. Czipsowe grzeszki :)
2. Od dziecka nie lubię mleka, jogurtów itp. W październiku bez większego obrzydzenia jadłam Jogobelle Musli. 
3. Za to arbuzy mogłabym jeść codziennie! :)
4. Zainspirowana "Perfekcyjną Panią Domu" - wyrzuciłam wszystko na środek by wreszcie zrobić generalny porządek!


1. Pierścionek od TŻ już widziałyście, ale nie mogłam się powstrzymać :)
2. Kominek i olejki - również prezent. Jestem w szoku, bo ta mała buteleczka jest naprawdę wydajna! 
3. Na przeprosiny :D
4. Mały owczarek u mojego TŻ, uroczy :)

No i wreszcie temat, który chyba zainteresuje Was najbardziej - wyniki rozdania. Przepraszam, że musiałyście tyle czekać i strasznie się niecierpliwiłyście, ale uwierzcie ostatnio naprawdę z niczym się nie wyrabiam, a chciałam zrobić to uczciwie i porządnie. Wylosowaną osobą jest - Martyna Ch, zaraz wyślę e-mail, jednocześnie zaznaczam, że jeśli nie otrzymam wiadomości zwrotnej do piątku wylosuję następną osobę.

Czytaj dalej »

Pianka Facelle Intim - czy nadaje się do mycia włosów, twarzy i ciała?

O żelu Facelle słyszała już na pewno każda włosomaniaczka. Bardzo zaciekawiła mnie opcja tego samego produktu w postaci pianki i bez wahania zgarnęłam ją do koszyka.
 
Do mycia włosów: 
Oczywiście kupiłam ją z myślą o włosach. Klasyczna wersja radziła sobie z tym dość dobrze choć zawsze narzekałam na słabe pienienie przez co zdarzało mi się nawet czasem nie domyć włosów. Liczyłam, że dzięki konsystencji tej nowości mycie stanie się łatwiejsze i bardziej skuteczne. Już podczas pierwszego użycia musiałam się nieźle nagimnastykować, piana niemal momentalnie znika przy zetknięciu w mokrymi włosami, nie da się, więc "wytworzyć" jej więcej. Chcąc dobrze umyć włosy musiałam zużyć naprawdę mnóstwo produktu. To samo odczucie miałam przy drugiej i trzeciej próbie. W kwestii myjadła do włosów pianka wypada bardzo blado, ogólnie jestem na NIE.

Do higieny intymnej:
Jest chyba jedno słowo, które określi działanie produktu w tej sferze: horror. Pianka strasznie mnie podrażniła i spowodowała pieczenie.

Do mycia twarzy: 
Rozczarowana poprzednimi próbami wykorzystania pianki postanowiłam użyć ją do mycia twarzy. Tutaj sprawdzała się też nie najlepiej - po zastosowaniu miałam wrażenie ściągnięcia i klejenia się skóry.

Do mycia rąk:
Tutaj nie mam za dużych zastrzeżeń. Do mycia dłoni nadaje się całkiem dobrze choć nadal czuję tą nieprzyjemną "lepkość".

Podsumowując:
Do plusów produktu można zaliczyć ładne opakowanie, wygodną pompkę, w miarę delikatny skład i co dziwne wydajność.
Minusy to przede wszystkim działanie. Nie polubiłyśmy się, nie kupię ponownie. Poczytałam na  blogach, że inne włosomaniaczki pianka również nie powaliła na kolana, choć są jednak dziewczyny będące nią zachwycone.

Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania, jeśli używałyście dajcie znać!

Czytaj dalej »

Kilka kosmetycznych nowości z października

Ostatnio rzadziej kupuję kosmetyki, ale kilka rzeczy zebrało mi się w ubiegłym miesiącu.


1. Nafta kosmetyczna firmy Anna z witaminami A + E
I tutaj mam do Was pytanie - na jak długo nakładacie naftę? Kilka razy przeczytałam, że przyczyniła się do nadmiernego wypadania, a ja akurat i bez tego mam spory problem z traceniem włosów. Czy 10 minut tak jak zaleca producent to dobry czas?

2. Wcierka Radical
Jeden z moich ulubionych produktów jeśli chodzi o "przyśpieszacze". Na razie jednak poczeka spokojnie na swoją kolej.

3. Pianka Facelle intim 
Kupiłam, bo chciałam sprawdzić czy spisze się równie dobrze w myciu włosów co żel. Postaram się jutro przygotować o niej parę słów.

4. Pomadka Cream Color VIPERA nr 30
Ostatnio moja ulubiona, daje bardzo naturalny i subtelny efekt.

5. Hipoalergiczne mydło z ekstraktem ze słonecznika Biały Jeleń
Kupione kiedyś na promocji, jeszcze nie miałam okazji go używać, ale już zauroczył mnie zapach :)

6. Regenerum do paznokci 
Ostatnio szykuję dość spore zapasy odżywek i olejków do paznokci by wreszcie je ogarnąć. O tym serum często słyszę, więc postanowiłam wypróbować na sobie.

7. Puder So Matte Perfect Stay z Miss Sporty
Zazwyczaj wybieram Synergen, ale dałam się skusić promocji Rossmanna i zaryzykowałam kupując ten. Niestety mam wrażenie, że jest troszkę za ciemny.

Macie coś z moich ostatnich nowości? :)

PS. Nadal jestem spóźniona z wynikami, wybaczcie, ale ostatnio mam tyle na głowie, że nie wyrabiam. Poczekajcie jeszcze mniej więcej 2 dni :(

Czytaj dalej »

Listopadowa chciejlista :)

Dzisiaj luźniejszy post - tym razem moje zakupowe plany na listopad :)


1. Po pierwsze woski Yankee Candle! Bloggerki kuszą mnie nimi z każdej strony. Najwyższa pora nabyć umilacze na dłuuugie zimowe wieczory :)

2. Odżywka Sally Hansen Nailgrowth Miracle - staram się pracować nad stanem paznokci, a naczytałam się o niej tyle superlatyw, że chyba zainwestuję.

3. Pędzel HAKURO - mam już obiecany przez TŻ, więc w listopadzie muszę przypilnować by o tym nie zapomniał :D

4. Dłuższa kurtka na zimę - ostatnio mam na oku podobną do tej powyżej choć nieco w bardziej "sportowym" stylu. Najbardziej liczy się wygoda, cena i oczywiście ochrona przed zimnem, bo jestem strasznym zmarzluchem, a często muszę dość długo czekać na autobus.

5. Rękawiczki "z jednym palcem" - strasznie niefunkcjonalne, ale uważam je za urocze i od dłuższego czasu nabywam tylko takie :)

6. Proste oficerki - koniecznie brązowe, z małym obcasem.

Macie jakieś plany zakupowe? :)

Czytaj dalej »

Jesienny KONKURS - wygraj jedną z trzech litrowych masek!

Dzisiaj przychodzę do Was z obiecanym jesiennym konkursem. Tym razem rozdanie organizowane jest nie tylko przeze mnie, ale wspólnie z firmą Crinis (przy okazji bardzo dziękuję za tę propozycję!).

Zwyciężą, aż 3 dziewczyny!

Jako, że mój blog w głównej mierze jest o włosach wybrałam dla czytelniczek profesjonalne maski:

 


1. Dolce latte (mleczna) 1 litr
2. Dolce placenta (z wyciągiem z bambusa) 1 litr
3. Dolce ani-age (rekonstruująca z panthenolem) 1 litr


Tym razem będą dwa warunki konieczne:

1. bycie publicznym obserwatorem mojego bloga,
2. polubienie na Facebook'u strony Crinis.

Szansę na wygranie jednej z masek można powiększyć poprzez:

* banerek konkursu w pasku bocznym na Waszym blogu + 1 los,
* informacja o rozdaniu w w poście + 1 los,
* udostępnienie konkursowego postu na Facebook'u + 1 los,
* dodanie mojego bloga do brogrolla + 1 los.

Formularz:

1. obserwuję jako:
2. lubię firmę Crinis jako (imię i pierwsza litera nazwiska):
3. pasek boczny: NIE/TAK + link
4. informacja w poście: NIE/TAK + link
5. udostępniłam na FB: NIE/TAK + link
6. blogroll: NIE/TAK + link

Zapraszam do udziału! :)

PS. Wyniki poprzedniego rozdania w czwartek - przepraszam za opóźnienia.

Czytaj dalej »

Włosowa historia - Pisząc Dniem

Dzisiaj post nietypowy... po raz pierwszy goszczę u siebie na blogu inną włosomaniaczkę, która chciała Wam pokazać historię swoich włosów.

***

Hejka :D
Chce przedstawić wam moją włosową historię. Jak na razie nie mam czym się pochwalić, ale chce wam pokazać moje włosy na przestrzeni 4 lat, a także przestrzec was przed niektórymi rzeczami !
naturalne włosy

Na przełomie roku 2010 a 2011 zapuściłam dość ładnie moje naturalne włosy :D Nie wiem jak to mi się udało, po prostu przestałam żyć tym "zapuszczaniem". Były one chyba najdłuższe jakie miałam do tej pory. Mój naturalny kolor włosów to jasny, popielaty brąz, który na niektórych zdjęciach wychodził z lekko szarą i zielonkawą poświatą, ale w słońcu miał złote refleksy :D

Pod koniec roku 2011 zafarbowałam je na mroźne kakao z Castinga. Kolor oczywiście wyszedł czarny, ale dość szybko wypłukał się do takiego jakim maił być.
W kwietniu  2012r. zafarbowałam je na czekoladowy brąz z Joany i podcięłam końcówki. Rozpoczęłam wtedy włosomaniactwo, ale brak czasu sprawił, że zaniedbałam swoje włosy.


Miałam też zrobione ombre, które było bardzo modne. Nie poszłam do fryzjera, sama próbowałam je "zrobić". Oczywiście wyszło rudo, co po pewnym czasie zaczęło mi przeszkadzać. Potem nadszedł okres wakacji i rozjaśniłam swoje włosy. Oczywiście wyszły dość rude i gdzieniegdzie pomarańczowe. Na to nałożyłam farbę Garnier Nutrisse 6 Ciemny Blond.


Jak wiadomo kobieta zmienną jest więc chciałam blond, taki prawdziwy, jasny blond. Udałam się do fryzjerki, ale ta zaproponowała mi pasemka. Nie chciałam pasemek, ale całe jasne włosy. No ale stwierdziłam, że nie zaszkodzi spróbować. I tak oto wyszłam od fryzjerki:


Ale to jeszcze nie to! Sama zaczęłam kombinować z rozjaśniaczami i farbami. Najlepiej spisywały się u mnie Joanna Szlachetna Perła i Garnier Color Sensation 102. No ale włosy zaczęły z dnia na dzień coraz gorzej wyglądać. Znów powróciłam do włosomaniactwa, lecz gdy przyszła szkoła wszystko zaprzestałam :(


Potem to już masakra ! W listopadzie 2012 r stwierdziłam, że powrócę do brązu, gdy się przefarbowałam to stwierdziłam, że jednak w blondzie lepiej i tak w kółko, po drodze był jeszcze rudy i czerwony. Włosy oczywiście myłam byle jakimi szamponami i czasem dawałam odżywki. Prawie codziennie je prostowałam, a one ciągnęły się po umyciu jak gumki ! Ciągle się łamały, przez co nie mogłam ich zapuścić do takiej długości, jakiej bym chciała. Do dnia dzisiejszego moje włosy były rozjaśniane 7 razy, a farbowane to nawet nie zliczę ile... A kolor nie zawsze wychodził taki, jak miał wyjść. Dodatkowo dowiedziałam się, że mam niedoczynność tarczycy.


Niedawno postanowiłam, że wrócę do naturalnych włosów. Skontaktowałam się z fryzjerką, ta gdy usłyszała co ja przez ostatni czas robiłam z włosami stwierdziła, że jedynie wyjście to obciąć je na krótko i nic z nimi nie robić, bo cud że mam włosy na głowie. Odmówiłam i sama postanowiłam się nimi zająć. Zafarbowałam je na kolor podobny do mojego, zaczęłam olejować, używać delikatniejszych szamponów, po każdym myciu odżywka i maski 1-2 razy w tygodniu. Przestałam suszyć włosy i prostować. Postanowiłam też zapuszczać włosy, aby były do tali :D Zaczęłam prowadzić bloga, żeby mieć większą motywacje do swoich planów i dzielić się swoimi doświadczeniami z innymi. 

CZEGO UŻYWAM:

Szampony: 
Hipp, Babydream (ten żel w butelce z pompką), Tania szampon brzozowy, Pinio, Schauma z bawełną, czasem domowy.
Odżywki: 
Isana Professional z olejkami, Garnier avokado i masło karite, Altera z granatem i aloesem, Nivea do włosów zniszczonych.
Maski:
 Gliss Kur Shea Cashmere, Gloria.
Oleje:
 Babydream, Altery.
Zabezpieczanie końcówek:
 serum Marion.
Inne: 
wcierka Radical, siemię lniane, laminowanie włosów, domowe maseczki.
włosy aktualnie


Pamiętajcie ! Rozjaśnianie to największe zło dla włosów, jak i codziennie suszenie i prostowanie. Jeśli chcecie rozjaśnić włosy z bardzo ciemnych udajcie się lepiej do fryzjera, a gdy będą już jasne sami możecie coś z nimi "kombinować". Ja pokochałam swoje włosy tak, jak wyglądają a prostownica poszła do pudełka i będzie używana tylko na jakieś wyjątkowe okazje :)

Dzięki za uwagę : )
***

Jak witać historia jest bardzo kolorowa :)
Życzę Weronice, aby wytrwała w postanowieniu i zapuściła długie, naturalne włosy. Trzymam kciuki! 

Czytaj dalej »

Ziołowy żel do mycia twarzy i nawilżający tonik - FITOMED

Dzisiaj pokażę Wam dwa produkty, którymi codziennie myję i tonizuję twarz. Mój wybór padł na kosmetyki do skóry suchej i wrażliwej. Jak się spisały? Zapraszam do czytania :)


Na pierwszy ogień pójdzie żel do twarzy Mydlnica Lekarska. Co mówi o nim producent?

"Doskonałe właściwości myjące żelu zapewniają saponiny uzyskane z korzenia mydlnicy lekarskiej. Żel posiada odczyn lekkokwaśny i nie zawiera mydeł alkalicznych (...). W celu zapewnienia właściwego oczyszczania żel zawiera wyciąg z ziół: prawoślazu, owsa, lipy, nostrzyka o działaniu osłaniającym, nawilżającym i łagodzącym."

Moim zdaniem:
Żel ma przyjemny, ziołowy zapach. Mimo, że ma dość płynną konsystencję dobrze się pieni i oczyszcza twarz. Nie podrażnia oczu (a często jest to mój wielki problem), nie ściąga skóry. Po użyciu autentycznie czuć odświeżenie. Na wielki plus zasługuje wydajność. Mam wrażenie, że małą kropelką można odpowiednio umyć całą twarz. Dobrze radzi sobie z makijażem.

Po każdym użyciu żelu przecieram twarz wacikiem nasączonym nawilżającym  tonikiem Lukrecja Gładka.

Od producenta: "Lukrecja ma właściwości zatrzymujące wodę w naskórku dzięki licznym saponinom, flawonoidom i kwasom organicznym. Dobrze nawilżony naskórek nie traci składników mineralnych, jest gładki, napięty i ma zdrowy połysk. Tonik nie zawiera barwników."

Moim zdaniem:
Ma prześliczny, delikatny zapach. Nie podrażnia, nie wywołuje pieczenia i nie ściąga skóry. Bardzo dobrze odświeża i nawilża skórę. Nie mam po nim świecącej się twarzy co zdarzało się po innych tonikach.

Jak widać produkty mają dobry, ziołowy skład, przyjemne działanie, ale mnie również zachwyca opakowanie. Lubię takie proste buteleczki z delikatnymi etykietkami dużo bardziej niż te z nadmierną szatą graficzną.

Wiem, że wcześniej trudno było z dostępnością, ale obecnie kosmetyki można nabyć nie tylko w sklepie producenta, ale i stacjonarnie. Listę sklepów oferujących te produkty (z podziałem na województwa) możecie znaleźć TUTAJ. Cena jest naprawdę niziutka - 9zł w sklepie internetowym.

Macie doświadczenia z ta firmą? Są równie dobre co moje? :)

Czytaj dalej »
Paula Es | beauty & lifestyle blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka